Zabrzanie nie tak dawno szczęśliwie wygrali w Gliwicach, a dziś pechowo przegrali u siebie z beniaminkiem. Ponad 20 tysięcy kibiców zobaczyło tylko jedną bramkę i to dla gości. Stąd gwizdy po zakończeniu meczu.
Zwłaszcza pierwsza połowa stała pod znakiem prawdziwej kanonady nieskuteczności ze strony Górnika. Gospodarze piątkowych zawodów stworzyli przed przerwą co najmniej cztery sytuacje, które mogły lub powinny zakończyć się bramką. Szczęścia po strzałach po rzutach rożnych szukali Theodoros Tsirigotis i Josema, ale w dobrych sytuacjach nie trafiali w światło bramki.
W kolejnych fragmentach gry oko w oko z Miłoszem Mleczko stawali Taofeek Ismaheel i Roberto Massimo, ale pierwszy uderzył niecelnie, a próbę drugiego sparował bramkarz Bruk-Bet Termaliki.
Niewykorzystane szanse zemściły się na piłkarzach z Zabrza w końcówce premierowej odsłony. Błąd na prawej obronie popełnił aktywny wcześniej – zwłaszcza w ofensywie – Paweł Olkowski, piłkę przejął Morgan Fassbender, ściął w pole karne i kąśliwym strzałem dał prowadzenie drużynie gości.
Schodzący na przerwę zawodnicy Górnika mogli pluć sobie w brodę. Oddali w pierwszej części gry siedemnaście strzałów na bramkę rywala, trzykrotnie uderzając w jej światło, ale to goście, którzy uderzali celnie zaledwie raz, przy dwóch strzałach oddanych w ogóle, mogli cieszyć się prowadzeniem.
Po zmianie stron przewaga podopiecznych trenera Michala Gasparika nie była już tak duża. W pierwszym kwadransie gry po przerwie zabrzanie nie potrafili stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Bruk-Bet Termaliki. Do przodu nie parli też goście z Niecieczy, którzy cofnęli się na własną połowę i czyhali na okazje do kontrataku.
Sygnał do ataku drużynie Górnika dał po nieco ponad godzinie gry Ousmane Sow, który uderzał głową nieznacznie nad poprzeczką po dograniu Ismaheela z lewego skrzydła. Chwilę później swoją szansę miał Tsirigotis, ale stojąc sam przed bramką nie zdołał sięgnąć piłki zgrywanej głową przez „Tofika”.
Na ostatnie dwadzieścia minut na placu gry pojawił się Lukas Podolski. Od tego momentu Górnik znów potrafił zamykać rywala w jego własnym polu karnym, ale w dalszym ciągu brakowało dokładności i skuteczności pod bramką Mleczko. Brakowało dokładności, skuteczności i… szczęścia. W końcowym kwadransie bowiem Ismaheel trafił w słupek po strzale głową. Po chwili potężnie z dystansu uderzał Sow – piłkę odbił bramkarz niecieczan.
Ostatecznie zwycięsko z piątkowego starcia wyszli piłkarze beniaminka PKO BP Ekstraklasy. Dla Słoników był to pierwszy komplet punktów wywieziony z Zabrza. Fetowany przez kibiców Górnika trener gości, Marcin Brosz miał po końcowym gwizdku sędziego powody do zadowolenia.
