Nowy szkoleniowiec dziś zobaczył, ile pracy ma do zrobienia w Chorzowie. Ruch przegrał z Pogonią Siedlce, bo był do bólu przewidywalny i zawodzili najbardziej doświadczeni zawodnicy.
To goście mieli dziś pomysł. Oddali piłkę Niebieskich, uśpili ich czujność w pierwszych 20 minutach, a potem ruszyli do ataku i byli w tym konkretni. Dobrze rozegrali rzut wolny, Mateusz Szwoch przysnął i Karol Podliński wpakował piłkę do siatki. Pogoń nie zamierzała się zatrzymać.
Damian Szuprytowski chciał dośrodkować, wyszedł z tego centrostrzał. Jakub Bielecki tak często jak błyszczy, tak często popełnia w ostatnich miesiącach „babole”. Mial mnóstwo czasu, żeby się dobrze ustawić i złapać lub wypiąstkować piłkę. Zlekceważył jednak dośrodkowanie Szuprytowskiego i było 0:2.
Zawodzili dziś również ci najbardziej doświadczeni. Martin Konczkowski mnożył fatalne dośrodkowania. Szymon Szymański zwalniał grę zamiast ją przyspieszać. Kiedy już uderzył, to zabrakło szczęścia i trafił w poprzeczkę. Daniel Szczepan wskoczył do składu, lecz nie potrafił przytrzymać piłki, ani znaleźć okazji w polu karnym. Może dlatego, że Mateusz Szwoch był całkowicie bezproduktywny?
– Spodziewałem się, że Ruch zacznie mocniej atakować po przerwie – przyznał trener Siedlec, Adam Nocoń. Grę Niebieskich nieco rozruszali dopiero rezerwowi. Zwłaszcza Mo Mezghrani był produktywny, bo Shuma Nagamatsu robił więcej wiatru niż zagrożenia. Na mały plus zasłużył dziś też Dominik Preisler, jeden z nielicznych graczy Ruchu, który szukał czegoś nieszablonowego. Dośrodkowywał, schodził do środka i strzelał.
Nie funkcjonowały za to stałe fragmenty gry, które zapewniały punkty w pierwszych kolejkach. Bezradne próby dalekich wyrzutów z autu, jakość dośrodkowań Macieja Żurawskiego z kornera czy bardzo niecelne uderzenie Szymańskiego z rzutu wolnego były symbolami bezradności.
Waldemar Fornalik powiedział w środę, że wraca do domu. Chyba dopiero dziś zrozumiał, w jak złym stanie jest aktualnie „ten dom” i że jego odgruzowanie zajmie dużo czasu.
